Turystyka w czasie globalnej niepogody

Zamieszanie wojenne na Bliskim Wschodzie wywróciło turystyczny stolik na wielu kierunkach. Z racji odległości oraz skomunikowania za pośrednictwem linii lotniczych bazujących na Półwyspie Arabskim najbardziej ucierpiały destynacje położone daleko na wschodzie. Przykładem koronnym jest Japonia. W roku 2025 kraj odwiedziło ponad 42 miliony turystów, dodatkowo odbywajaca się w Osace wystawa Expo okazała się doskonałą okazją dla promocji kraju, którą to Japończycy skrzętnie wykorzystali. Na rok 2026 spoglądano więc optymistycznie, nawet pomimo licznych anulacji dokonanych przez kontrahentów z rynku chińskiego. Tutaj przyczyna tkwi w regionalnej polityce i wzajemnej niechęci rządów obu krajów, zwłaszcza od kiedy na fotelu premiera Japonii zasiada Takaichi Sanae, nie darzona nadmierną sympatią przez wielu polityków z Państwa Środka. Granice były jednak otwarte, lotniska pracowały, szykował się więc udany sezon dla branży.

Słyszałem już wieokrotnie od starszych stażem kolegów prostą maksymę: „kto w turystyce pracuje, ten w cyrku się nie śmieje”. W zasadzie żadna mądrość, a jednak…oddaje wiele. Turystyka, podobnie jak pieniądze – lubi ciszę. Spokój, relaks, zielone kolory na giełdowych wykresach, otwarte niebo i tanie paliwo lotnicze. Niestety po 28.02 wszystko to rozsypało się jak karciany domek. Teraz mamy niepewność, wyczekiwanie na stabilizację i niestety zaklinanie rzeczywistości. Wracając do przykładu japońskiego – miałem to szczęście dotrzeć do Kraju Kwitnącej Wiśni jednym z ostatnich samolotów, jakie wyleciały w tym kierunku z lotniska w Dubaju feralnego 28 lutego. Od zamknięcia przestrzeni powietrznej nad UAE dzieliły nas może trzy godziny. Można powiedzieć: fart, najważniejsze że dolatujemy bezpiecznie do celu. Kolejne dni przyniosły jednak dalsze perturbacje, ograniczenia liczby lotów i liczne anulacje, dokonywane przez klietów biur podróży, indywidualnych turystów latających samodzielnie, biznesmenów planujących podróże służbowe. Na miejscu, nawet w popularnych miejscach, jak Tokyo czy Osaka, zdarzały się tłumy, ale to nic nadzwyczajnego w sezonie kwitnienia wiśni, jednak wyczuwalny był spadek liczby gości, zwłaszcza tych z krajów europejskich. 

Czego można się spodziewać w najbliższym czasie? Możliwości zmiany tras przelotu są ograniczone. Linie lotnicze, które latały do kryzysu na trasach omijających Półwysep Arabski mogą teraz liczyć na rekordy sprzedaży biletów, pamiętajmy jednak, że samoloty nie są z gumy, ilość maszyn też jest ograniczona, z dnia na dzień nie przybędzie cudownie nowych połączeń. Kolejna składowa pchająca ceny przelotu w górę to ceny paliwa lotniczego, które aktualnie biją rekordy. Na to nałoży się czynnik czynnik ludzki – niepewność, może strach, które wpłyną na decyzję o wyborze przelotu, rezygnacji z wycieczki albo zmianie kierunku turystycznej wyprawy. Krótko mówiąc: drożej, bardziej nerwowo.

Dzisiejsza decyzja skonfliktowanych stron o dwutygodniowym rozejmie oczywiście może podziałać uspokajająco, jednakże wszyscy zainteresowani czekają na faktyczne zakończenie konfliktu. Pozostaje mieć nadzieję, że kryzys uda się jednak zażegnać ostatecznie na długo. W całym tym galimatiasie pewne jest natomiast jedno – rozchwiane ceny nie spadną już do poziomów sprzed kryzysu.

Podobne wpisy